Gwałt i aborcja – dwie traumy Salome Irene van der Wende

Gwałt i aborcja - dwie traumy Salome Irene van der Wende historia

Podziel się z innymi!

„Gwałt był strasznym przeżyciem, ale aborcja była jeszcze gorsza. Po zabiciu dziecka nie można być dalej tym samym człowiekiem” – świadectwo Salome Irene van der Wende jest historią kobiety, która głęboko żałuje dokonanej aborcji. Po doświadczeniu straszliwej przemocy, popełnionego błędu i trudnych lat zmagania się z jego skutkami nadszedł przełom – odkrycie prawdy i przebaczenie. Przede wszystkim samej sobie.

Gwałt i aborcja

Oprawca dusił ją rękami i przyciskał całym ciałem. Całkowicie unieruchomiona wiedziała, że aby przeżyć, musi się poddać i przeczekać ten koszmar. Gdy po dłuższym czasie odkryła, że jest w ciąży, skierowała się do kliniki aborcyjnej. Tam na kilka minut przed zabiegiem, który miał na zawsze ją zmienić, uświadomiła sobie, że w jej brzuchu jest dziecko a ona sama została matką. Nie miała czasu się nad tym zastanowić, bo arogancki lekarz już przywiązywał jej stopy i ręce do fotela zabiegowego. Znów była unieruchomiona, pozbawiona kontroli. Po aborcji robiła wszystko, by zapomnieć, zaprzeczyć temu, co przeszła, obie traumy wyprzeć z pamięci. Coś, co miało się stać szybkim sposobem na pozbycie się problemu przysporzyło Irene nie tylko przenikliwego fizycznego bólu po samym zabiegu, ale również trwających latami cierpień psychicznych. Przyznaje, że miała problemy z nawiązaniem więzi z dziećmi, które urodziła po aborcji. Co więcej, jej dzieci zastanawiały się dlaczego to właśnie one przeżyły a ich rodzeństwo nie. Irene w pewnym momencie odkryła, że sama poczęła się w wyniku gwałtu. Dziś powtarza, że żyje przede wszystkim dlatego, iż w tamtym czasie aborcja była nielegalna. 

Stanąć w prawdzie i zrozumieć

Gdy Salome zaczęła rozumieć, że aborcja jest zabiciem dziecka, wykupiła miejsce na cmentarzu i postawiła pomnik oraz nadała imię swojemu dziecku. Szczególnym momentem oczyszczenia i stanięcia w prawdzie było dla niej ujrzenie zdjęć 8-tygodniowego dziecka poddanego aborcji. Uderzył ją widok doskonale uformowanych stóp i dłoni, klatki piersiowej i głowy oraz myśl, że jej dziecko było przecież starsze. Po tym zdarzeniu przez 3 dni płakała na podłodze w salonie swojego domu. Później zobaczyła grafikę ukazującą sposób przeprowadzania aborcji chirurgicznej i stwierdziła, że nigdy by się na to nie zgodziła, gdyby wiedziała jak się ją wykonuje i jak wygląda po wszystkim jej ofiara. Przede wszystkim nie była świadoma, jak destrukcyjna emocjonalnie jest aborcja i jak ogromny ból powoduje. To był przełom, od którego zaczęło się jej zaangażowanie w ruch obrony życia. W organizacji „Silent no more Awareness” niesie tę świadomość dalej organizując akcje informacyjne na temat krótko i długofalowych skutków aborcji dla organizmu kobiet oraz zdrowia psychicznego nie tylko ich samych, ale również ojców zabitych dzieci. 

Dość milczenia 

„Silent no more” można przetłumaczyć jako „dość milczenia” co oddaje sens działalności – mówić o tym, o czym się nie mówi i świadczyć o prawdzie, jakkolwiek byłaby niewygodna. Każdy człowiek, który doświadczył po aborcji żalu, poczucia straty, depresji, lęków i całego wachlarza trudnych emocji wpływających na większość dziedzin życia jest świadectwem jak niszczące jest doświadczenie zabicia dziecka nienarodzonego. Na stronie organizacji „Silent no more Awareness” są wypowiedzi tysięcy rodziców abortowanych dzieci. To jest właśnie syndrom poaborcyjny, którego istnieniu organizacje promujące aborcję i lewicowe media konsekwentnie zaprzeczają, bo jest zwyczajnie niewygodny. Co znaczące, objawia się nawet u kobiet, które decydując się na aborcję były w pełni przekonane o słuszności tej decyzji tak samo jak osoby z ich otoczenia. Czasem odzywa się od razu, jednak bywa też tak, że pacjent musi przejść długą terapię, by dotrzeć do źródła problemów. Dla Irene uzdrowienie zaczęło się wtedy, gdy zrozumiała, że zabiła swoje dziecko. Proaborcyjni lobbyści poświęcają wiele energii przekonując, że zależy im na kobietach. Gdyby rzeczywiście tak było, nie zaprzeczaliby istnieniu syndromu poaborcyjnego. Jak muszą się czuć skrzywdzeni przez aborcję ludzie – i matki i ojcowie –  których ból jest lekceważony? Trzeba o tym mówić.

Salome Irene van der Wende – międzynarodowa mówczyni pro-life, ambasadorka nienarodzonych dzieci, koordynatorka „Silent No More Holland”, dyrektor „Save the 1 Europe”, przemawiała m.in. na konferencji ONZ. Sama po doświadczeniu gwałtu dokonała aborcji. Później dowiedziała się od matki, że ona sama została poczęta w wyniku przemocy. A lata później jej ówczesny chłopak nalegał, by usunęła dziecko, grożąc, że jeśli tego nie zrobi, odejdzie.

Tekst: Natalia Klamycka


Zobacz też: Śmiertelna ofiara legalizacji aborcji w Argentynie


Obejrzyj video: Aborcyjny amok pod Ministerstwem Zdrowia! Lincz na modlących się!

Podziel się z innymi!

Przewiń do góry