Nik Hoot, cudem ocalony z aborcji

Nik Hoot cudem przeżył aborcję

Miał nie żyć. Jeszcze przed narodzeniem przeznaczono go do zabicia. 23 lata temu na Syberii rozpoczęto aborcję małego chłopca. Cudem przeżył. Został oddany do adopcji, a dzisiaj jest znanym zapaśnikiem – poznajcie historię Nika Hoota.

Miał zostać wyciągnięty z macicy matki, kawałek po kawałku. Był już duży, żył od 24 tygodni. Dzieci w tym wieku mają około 20 cm od czubka głowy do pośladków i – jak wykazują badania – z pewnością czują ból. Oderwano mu połowę jednej nogi, w drugiej stopę. Narzędzia do aborcji pozbawiły go także części palców u rąk. Nie wiemy, co sprawiło, że nie dokończono tego horroru. Wiemy, że jakiś czas później dziecko przyszło na świat i natychmiast zostało przeznaczone do adopcji. W wieku 15 miesięcy niepełnosprawny chłopiec został adoptowany przez małżeństwo ze Stanów Zjednoczonych.

Nik Hoot – bez barier

Niezwykłe jest, że Nik Hoot przeżył z tak poważnymi ranami zadanymi mu jeszcze w życiu płodowym. To cud, który był tylko początkiem kolejnych. W wieku 2 lat dostał swoje pierwsze protezy, po czym zdumiał wszystkich, gdy w ciągu 2 dni nauczył się na nich chodzić, a nawet biegać! Kolejne ograniczenia wynikające z niepełnosprawności pokonywał z wysiłkiem, ale systematycznie. Dziś gra w baseball, piłkę nożną i koszykówkę, ale szczególnie znaczące sukcesy osiąga w zapasach.

Jest wyrzutem sumienia

Nik mówi, że musi żyć z konsekwencją „czyjegoś wyboru”. Ktoś podjął decyzję, żeby powyrywać mu kończyny, następnie zmiażdżyć czaszkę i wyrzucić części ciała jak odpadki. Nik żyje tylko dlatego, że coś poszło nie tak jak zaplanowano. Przez całe życie zmaga się z brakiem części kończyn, bo rodzice postanowili go zabić. Nik jest wyrzutem sumienia dla zwolenników legalności aborcji. Krzywda, jaką mu wyrządzono, jest widoczna na pierwszy rzut oka. Nadal zabijane są dzieci poprzez rozszerzenie szyjki macicy i wydobycie delikatnych części ciała dziecka szczypcami (ang.: dilation and extraction, D&E), zazwyczaj jednak dzieje się to za zamkniętymi drzwiami gabinetów klinik aborcyjnych. Patrząc na Nika mamy świadomość, że przeżył próbę zabicia już na samym początku życia.

Aborcja to przemoc

Z trudnymi konsekwencjami aborcji nie muszą się zmagać ci, którym tak łatwo przychodzi uprzedmiotawianie nienarodzonych i przekonywanie o wolności wyboru. To Nik i dzieci z podobną historią są i zawsze już będą niepełnosprawne przez czyjś „wybór”, będący de facto przemocą zadaną tym najsłabszym, bezbronnym ludziom i ich rodzinom. Decydowanie za kogoś to nie wolność, bo ona kończy się właśnie tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Także tego rozwijającego się w łonie matki.

tekst: Natalia Klamycka

DOŁĄCZ DO NAS!

Nie bądź obojętny! Wspieraj obrońców życia w Polsce – nie pozwólmy, aby zabijanie najsłabszych było nadal obowiązującym prawem. Dzięki Twoim datkom możemy skuteczniej pokazywać prawdę o aborcji i bronić życia oraz rodziny.