Pomoc przy aborcjach była dla mnie przygnębiająca. Musiałam stać się kamieniem

Pomoc przy aborcjach była dla mnie przygnębiająca. Musiałam stać się kamieniem

Podziel się z innymi!

Propagatorzy aborcji mówią o dobru kobiet jako swoim priorytecie. Powtarzają dobrze wszystkim znane slogany o prawie wyboru i konieczności legalizacji aborcji. Czy tak jest naprawdę? Czy dla nich liczy się dobro kobiet? Świadectwa osób wyrwanych ze szponów aborcyjnego biznesu pokazują jakie jest naprawdę podejście do kobiet i czym jest pomoc przy aborcjach.

Pomoc przy aborcjach

Abby Johnson, była dyrektor kliniki aborcyjnej Planned Parenthood:

„Małymi kroczkami zmieniałam się z osoby, która uznawała aborcję za coś wstrętnego, ale koniecznego, w kogoś, kto zdecydował się na aborcję, a ostatecznie – kogoś, kto umożliwiał przeprowadzanie aborcji. Zło zadowala się małymi zwycięstwami. Woli zdobywać centymetr po centymetrze, bo gdybyśmy zostali skonfrontowani ze zbyt dużą ilością zła na raz, na pewno rozpoznalibyśmy, czym naprawdę jest i wyrazilibyśmy sprzeciw.”

W książce „The Walls Are Talking” (PL: „Ściany będą wołać”) poznajemy historie byłych pracownic klinik aborcyjnych. Od managera do pielęgniarki wszystkie poznały czym jest biznes aborcyjny od środka. Według pielęgniarki Shelley Guillory, każda kobieta wchodząca do kliniki stanowiła potencjalny zysk, nawet jeśli ciąża nie była jeszcze potwierdzona. Po pozytywnym wyniku testu ciążowego umawiano wizytę na następny dzień. Oficjalnie w celu doradztwa, tak naprawdę – choć pacjentka nie miała o tym pojęcia – była to w domyśle wizyta aborcyjna. Nikt w klinice nie przejmował się tym, czy pracownik mający prowadzić doradztwo jest przeszkolony i kompetentny. Miał sprzedać aborcję, tylko to się liczyło. Annette Lancaster, była manager jednej z klinik Planned Parenthood, dodaje, że wizyta doradcza mająca trwać 90 minut, trwała jedynie 15. Pacjentkom nie dawano czasu nawet na przeczytanie formularzy.

Shelley Guillory w wywiadzie dla dla Catholic Digest:

„Po prostu wmówiłam sobie, że jestem za wyborem – że kobiety mają prawo robić ze swoimi ciałami to, co chcą. Pomoc przy aborcjach była dla mnie przygnębiająca. Musiałam stać się kamieniem. Musiałam znieczulić się na sytuację i to, co robiłam. Stałam się inną osobą – kimś, kto odczłowieczał. Inni pracownicy i ja żartowaliśmy poniżając kobiety. Traktowaliśmy je tak, jakby nie były nawet ludźmi, a to, co się działo, nie miało znaczenia”.
 

Edukacja proaborcyjna

Co może mieć na celu największy w Stanach Zjednoczonych dostarczyciel usług aborcyjnych, zarabiający wiele milionów dolarów rocznie na aborcji, gdy angażuje się w edukowanie młodzieży? Planned Parenthood, jak każde przedsiębiorstwo, dba o poszerzanie swojego rynku. Monica Cline, która przez dziesięć lat zajmowała się prewencją przed zarażaniem wirusem HIV, uważa, że przekazywane treści były opracowane w ten sposób, by więcej nastolatków podejmowało zachowania seksualne. Aborcjoniści doskonale wiedzieli, że taka „edukacja” zaowocuje nieplanowanymi ciążami, a ciąże – aborcjami. Więcej aborcji natomiast przełoży się na większy zysk klinik.

Zakładano, że nastolatki i tak wszystko o seksie już wiedzą. Na lekcjach wprost mówiono o seksie analnym, oralnym, o hormonalnych i mechanicznych środkach antykoncepcyjnych. Zachęcano dzieci do rozmów o identyfikacji seksualnej. Gdy Cline stwierdziła: ”Muszę powstrzymać je przed uprawianiem seksu w tym wieku”, usłyszała od przełożonych, że jej rolą jest jedynie przekazać, jak uprawiać „bezpieczny seks”.

W ośrodkach Planned Parenthood starano się zachęcić nastolatki do dokonania aborcji. Mówiono im, że gdy rodzice dowiedzą się o ciąży, będą wściekli, a one same nie są gotowe do macierzyństwa. Łatwo jest zmanipulować przerażoną dziewczynę. Pracownicy klinik mieli jak najlepsze chęci: szkolono ich tak, by byli przekonani, że aborcja to najlepsze rozwiązanie dla zagubionej dziewczyny. Sami stawali się trybikami w przemyśle aborcyjnym.

Uwolnić się z trybów biznesu aborcyjnego

Była dyrektor kliniki Planned Parenthood Abby Johnson w jednym z wywiadów przyznała: „Planned Parenthood, łapią swoich pracowników na wiele sposobów. Organizacja dobrze płaci swoim pracownikom, ponieważ dostają mnóstwo pieniędzy od podatników. Oznacza to, że zapewnia doskonałe pakiety świadczeń pracowniczych, co z kolei może utrudnić odejście szczególnie dużej liczbie pracownic, które są samotnymi matkami. Co gorsza, kierownictwo stosuje manipulacyjne gry umysłowe z lękami swoich pracowników: sugeruje się, że gdy już tu pracujesz, bezpośrednio lub subtelnie, nikt cię nie zatrudni. Po prostu utknąłeś tutaj.

W USA działają grupy zajmujące się zachęcaniem pracowników klinik aborcyjnych do porzucenia pracy i znalezienia nowego zatrudnienia. 

Z książki „The Walls Are Talking”

„Ci z nas, którzy pracowali w branży aborcyjnej, wszyscy żyją z ciągłym ciężarem. Nie możemy pozwolić, by ciężar zsunął się z naszych ramion; to nas trzyma w ogniu. Przypomina nam, dlaczego tak ciężko walczymy. Widzieliśmy śmierć i zło w sposób, w jaki większość nie widziała — i uczestniczyliśmy.”
Pomoc przy aborcjach była dla mnie przygnębiająca. Musiałam stać się kamieniem
Abby Johnson z byłymi pracownicami klinik aborcyjnych w programie Why I Left the Abortion Industry

Propagatorzy aborcji pokazują nam z zewnątrz, jak bardzo dbają o kobiety i usiłują przekonywać, że dobrze jest mieć możliwość zabić nienarodzone dziecko. Nie wszystko, co widzimy, jest prawdą. Osoby, które poznały od środka biznes aborcyjny, ujawniają to, czego mamy nie zobaczyć – nastawienie na zysk i przedmiotowe traktowanie kobiet. Rzeczywista pomoc pacjentce to nie jest aborcja, tylko zaopiekowanie się obojgiem – matką i dzieckiem. Aborcja zawsze zabija dziecko, ale również może przyczynić się do zgonu matki.

Tekst: Faustyna Rewucka


DOŁĄCZ DO NAS!

Nie bądź obojętny! Wspieraj obrońców życia w Polsce – nie pozwólmy, aby zabijanie najsłabszych było nadal obowiązującym prawem. Dzięki Twoim datkom możemy skuteczniej pokazywać prawdę o aborcji i bronić życia oraz rodziny. 

Podziel się z innymi!

Scroll to Top