O strzelaniu do własnej bramki, czyli refleksje po recenzji filmu „Nieplanowane” w serwisie Aleteia

Kopiąc dołki pod jedną z gałęzi ruchu pro-life szkodzimy całemu przedsięwzięciu. Chcesz działać – działaj, ale pozwól działać innym na swój sposób. 30 października 2019 na portalu Aleteia.pl ukazała się recenzja filmu „Nieplanowane”, w której bezpodstawnie przypisano części ruchu pro-life zachowania agresywne.

Serwis, który w zamieszczanych tekstach propaguje chrześcijańskie wartości, tym razem poddaje krytyce część metod wykorzystywanych w ruchu pro-life. I to samo w sobie nie byłoby tak szkodliwe, gdyby nie to, że – po pierwsze – bezpodstawnie przypisano osobom eksponującym zdjęcia abortowanych dzieci zachowania agresywne, po drugie – na podstawie tych właśnie błędnych założeń wysnuto niewłaściwy wniosek, że działania te są nieskuteczne. Autorka tekstu, Marta Brzezińska-Waleszczyk, walczy więc z chochołem, który sama stworzyła. Jedna scena z filmu posłużyła do niesprawiedliwej insynuacji i krytyki metod polskiego ruchu pro-life bez podania żadnych merytorycznych argumentów. Co więcej, autorka wyciąga z filmu tylko to, co wygodne dla jej tezy, przemilczając to, co jej przeczy.

„Nieplanowane”, czyli jak nawróciła się Abby Johnson

Kobieta, pełna dobrej woli i szczerej chęci niesienia pomocy, zostaje wolontariuszką kliniki aborcyjnej sieci Planned Parenthood i zaczyna wierzyć, że to co robi, jest właśnie pomaganiem. Rolą Abby jest eskortować pacjentki do drzwi kliniki, żeby ta, pokonując dystans między parkingiem a drzwiami ośrodka, nie podeszła do płotu. Na chodniku bowiem odbywają się ostatnie próby uratowania dziecka skazanego na śmierć. Niektórzy modlą się, inni zwyczajnie próbują podjąć rozmowę, część natomiast eksponuje plakaty ukazujące to, co ma się stać z małym człowiekiem za drzwiami. To właśnie oni są w filmie ukazani jako agresywni i nachalni.

Kulminacyjnym momentem jest aborcja, przy której Abby asystuje. Trzyma głowicę ultrasonografu na brzuchu pacjentki gdy lekarz wprowadza do macicy końcówkę urządzenia ssącego. Na ekranie wyraźnie widać jak dziecko odsuwa się od niebezpieczeństwa, próbuje uciec. W końcu znika, kończyna po kończynie, stopniowo przestaje się ruszać. Na ekranie zostaje pustka, a zszokowana Abby wychodzi z kliniki prosto do siedziby obrońców życia.

Błędne założenia, błędne wnioski

W tekście na Aletei Marta Brzezińska-Waleszczyk twierdzi, że film „pokazuje, że wyzwiska, pogarda, zdjęcia zakrwawionych szczątków niewiele dają”. Odnosząc się do ukazanych w filmie amerykańskich obrońców życia zza płotu kliniki, wyciąga nieprawdziwe wnioski i szkaluje część polskiego ruchu pro-life. Insynuowanie jakoby pokazywanie prawdy o aborcji wiązało się z agresywnym zachowaniem osób stosujących te metodę jest manipulacją. Co więcej, stwierdzenie, że metoda ta jest nieskuteczna, nie ma podstaw.

Jak działają zdjęcia

To, że drastyczne zdjęcia zakrwawionych martwych dzieci poddanych aborcji zmieniają podejście do tego zjawiska, jest faktem. Nie zawsze działają od razu, nieraz trzeba czasu, by popracowały w człowieku. Abby widywała zdjęcia martwych dzieci zza płotu kliniki, reagowała na nie złością i agresją. Dokładnie z tym samym spotykamy się na pikietach. Ale odchodząc od naszych plakatów po serii krzyków oburzenia, przechodzień nie może już powiedzieć, że nie wie, czym jest aborcja i nie może powiedzieć, że płód nie jest człowiekiem.  Widział na własne oczy, że w 11. tygodniu od zapłodnienia dłoń dziecka wygląda podobnie jak jego własna, tyle że mieści się na jednym jego opuszku palca.

Gdy kończy się oburzenie, zaczyna się przekonanie, że to, co widzieliśmy, to krzywda wyrządzona maleńkiemu dziecku. Nawet jeśli sobie tego przez jakiś czas nie uświadamiamy. Aborcja jest abstrakcyjna, bo jej nie widzimy. Retoryka zwolenników aborcji dodatkowo przyczynia się do dehumanizacji człowieka nienarodzonego: „zlepek komórek”, „tkanka ciążowa”, „terminacja ciąży”. Pokazując, jak wygląda dziecko po aborcji, sprawiamy że mając w pamięci te obrazy ktoś później da szansę na życie swojemu własnemu dziecku.  Albo pomoże kobiecie zaskoczonej macierzyństwem i rozważającej aborcję.

Pani Brzezińska-Waleszczyk ignoruje fakt niepasujący do jej tezy: sama Abby Johnson nawróciła się widząc prawdę o aborcji. Tak samo zresztą jak wiele innych postaci ze świata pro-life. Bernard Nathanson, lekarz wykonujący aborcje aktywnie działający w ruchu na rzecz jej legalizacji, zaczął mieć wątpliwości, czy postępuje słusznie, gdy zaczął używać lepszego ultrasonografu. Całkowita zmiana nastąpiła gdy poprosił przyjaciela o nagranie na urządzeniu wykonywanej przez siebie aborcji. W ten sposób powstał film „Niemy krzyk”, który z kolei przyczynił się do nawrócenia kolejnych osób.

Warto jeszcze wspomnieć o Irene van der Wende, która bardzo cierpiała po dokonanej aborcji, ale siłę do zmierzenia się z bólem i wybaczenia sobie znalazła dopiero gdy po ujrzeniu zdjęcia szczątków abortowanego dziecka stanęła w prawdzie i przestała udawać przed samą sobą, że aborcja nie jest zabijaniem. Właśnie od tego zaczęła się jej droga do uzdrowienia.

Działaj i pozwól działać innym

Aleteia już nie pierwszy raz zamieszcza tekst, w którym poddaje krytyce eksponowanie zdjęć abortowanych dzieci za jedynie słuszne uznając pomoc kobietom chcącym dokonać aborcji z powodu trudnej sytuacji życiowej. Wystarczy przypomnieć tekst Joli Szymańskiej z 22 kwietnia 2018. Publiczna krytyka konkretnych działań z powodu – jak można przypuszczać – osobistych uprzedzeń jest szkodliwa. Obrońca życia, który podkopuje zaufanie społeczne do organizacji stosujących określone metody działa na szkodę całego przedsięwzięcia, strzela do własnej bramki. Nie wystarczy, że na wszelkie sposoby próbują nas zdyskredytować propagatorzy aborcji i w oczach społeczeństwa zrobić z nas ludzi niegodnych zaufania, niekompetentnych i szkodliwych.

Tym bardziej niezrozumiałe jest gdy to samo spotyka nas ze strony, z której powinniśmy się spodziewać wsparcia – przecież chodzi nam o to samo. Chcemy ratować dzieci skazywane na śmierć. Rzecz prosta do zrozumienia, a jednak trzeba to kolejny raz przypomnieć: pluralizm działań jest dobry, ponieważ ludzie różnią się od siebie. Niektóre dzieci uratujemy otaczając ich matki troską i współczuciem. Inne dzieci nie zostaną zabite, bo ich bliscy przekonali się na własne oczy, że aborcja jest okrutna i straszna. Kopiąc dołki pod jedną z gałęzi ruchu pro-life szkodzimy całemu przedsięwzięciu. Chcesz działać – działaj, ale pozwól działać innym na swój sposób.

TEKST: Natalia Klamycka

DOŁĄCZ DO NAS!

Nie bądź obojętny! Wspieraj obrońców życia w Polsce – nie pozwólmy, aby zabijanie najsłabszych było nadal obowiązującym prawem. Dzięki Twoim datkom możemy skuteczniej pokazywać prawdę o aborcji i bronić życia oraz rodziny. 

Przewiń do góry