„Znak pokoju” czy zaciśnięta pięść? – prawda o lobby LGBT

Podziel się z innymi!

dsc_0224
Wystawa „Stop dewiacji” w Radzyniu Podlaskim

Pod koniec sierpnia tego roku w Opocznie stanęła pierwsza wystawa „Stop dewiacji” zorganizowana przez Fundację Życie i Rodzina. Od tamtej pory wystawy pojawiły się w kolejnych polskich miastach, między innymi Kielcach, Nasielsku czy Radzyniu Podlaskim. Najczęstszą reakcją na wystawę były gorące podziękowania ze strony osób zaniepokojonych powszechną propagandą LGBT i wdzięcznych za poruszenie w przestrzeni publicznej tematu szkodliwości homoseksualizmu.

Okazuje się, że naukowe argumenty na ogromną szkodliwość społeczną i zdrowotną homoseksualizmu zawarte w wystawie fundacji wywołują w polskim światku LGBT i popierających go instytucjach gwałtowne i desperackie reakcje. Fizyczne niszczenie wystawy, obraźliwe i wulgarne wpisy w mediach społecznościowych, nienadające się do publikacji maile przysyłane anonimowo na skrzynkę kontaktową, burza medialna wokół wystawy i jej organizatorów, wreszcie nasyłanie na nich policji: oto „racjonalna” i „pokojowa” odpowiedź wystosowana do nas przez środowiska homoseksualne.

Uczestnicy "czarnego protestu" dewastują wystawę "Stop dewiacji" w Kielcach.
Uczestnicy „czarnego protestu” dewastują wystawę „Stop dewiacji” w Kielcach.

Odpowiedź ta jest zgrana w czasie z inną akcją outdoorową, szeroko promowaną w mediach przychylnych homoseksualistom, czyli kampanią „Przekażmy sobie znak pokoju”. Na billboardach możemy zobaczyć dwie dłonie, jedną z różańcem, a drugą w tęczowej opasce. Pomijając bluźniercze wykorzystanie symbolu różańca, drogiego sercom wielu Polaków, cała kampania opiera się na fałszywych podstawach.

Zacznijmy od twarzy kampanii, czyli Pawła Dobrowolskiego, który ma za zadanie, jak się zdaje, z jednej strony pokazywać „ludzką twarz” „miłości” homoseksualnej, a z drugiej – zmiękczać środowisko katolików poprzez twierdzenie, że sam wierzy, chodzi do kościoła i tak się składa, że „kocha” innego mężczyznę. Dobrowolski w obszernym wywiadzie udzielonym pewnemu pro-homoseksualnemu medium plącze się w zeznaniach. Najpierw twierdzi – i tu cytat: „w naszej akcji nie apelujemy o związki partnerskie, tylko dopominamy się o szacunek dla osób homoseksualnych, biseksualnych i transpłciowych. Nic więcej”.

Jednak pytany dalej uchyla rąbka prawdziwych motywów, ukrywanych przed odbiorcami „Znaku pokoju”. Zapytany, czym grzeszą homoseksualiści, udziela odpowiedzi – i tu ponownie cytat: „cudzołóstwem. Łamią szóste przykazanie. Uprawiają seks pozamałżeński. Ale jak mają nie grzeszyć, skoro nikt nie udzieli im ślubu?” Przez przypadek wychodzi na jaw prawdziwy cel kampanii: już nie akceptacja luźnych homoseksualnych układów, a zmiana w samym nauczaniu Kościoła Katolickiego: udzielanie ślubów gejom.

We wspomnianym wywiadzie Dobrowolski zauważa, rzekomo z zaskoczeniem, że jak dotąd nie słyszał, aby plakaty promowanej przez niego akcji były „masakrowane” czy „obrzucane farbą”, sugerując tym samym, że kampania została pozytywnie przyjęta przez społeczeństwo. Czy rzeczywiście?

„Przekażmy sobie znak pokoju” działa na emocje, porusza serca bez wchodzenia w racjonalną i merytoryczną dyskusję na temat homoseksualizmu i związanych z nim zagrożeń społecznych i zdrowotnych. Tych zaś jest ogromna ilość, co w postaci łatwych do zapamiętania haseł przedstawia wystawa „Stop dewiacji”. Krótsze o 20 lat życie, częstsze popełnianie przestępstw, skłonności pedofilskie – oto prawdziwe oblicze gejowskiego półświatka. Wystawa Fundacji Życie i Rodzina prezentuje te oraz inne fakty tak, aby także wśród osób homoseksualnych wywołały one chęć refleksji nad wyborem niebezpiecznej drogi życia.

Reakcja homolobby na wystawę „Stop dewiacji” pośrednio udowadnia tezy w zawarte w wystawie, między innymi skłonność do częstszego popełniania przestępstw przez homoseksualistów (kradzieże i demolowanie mienia!). Na miejscu Dobrowolskiego nie cieszyłbym się tak bardzo z tego, że plakaty kampanii homoseksualnej nie są niszczone. Po prostu przeciwnicy homopropagandy prezentują wyższy poziom debaty. Zamiast wulgaryzmów i niszczenia – fakty i argumenty naukowe. Zamiast prymitywnego grania na emocjach – rzeczowe przedstawianie wyników badań.

Dobrowolski stwierdza, że jego kampania będzie miała ciąg dalszy: „Na pewno wejdziemy w rozmowę z ludźmi. Zastanawiamy się – w jakiej formie. Niedługo kończymy etap billboardów i plakatów”. Pozostaje liczyć, że agresja wobec faktów zawartych w wystawie „Stop dewiacji” nie będzie miała dalszego ciągu.

Podziel się z innymi!

Przewiń do góry